nadinterpretacja załamań światła




pozostają tylko stosy
niechcianych mebli, szmat i grzechów,
w milczeniu ostatni raz przetarte z kurzu,
podobno święconą wodą.

czasem  jakaś plama na ścianie,
mechaniczna...

Etna – brama piekieł





u twych stóp zmagam się z popiołem
w sennym wyzwoleniu deklinuje
zdarte  resztki modlitw
o tąpnięcia szybsze i mocniejsze

drżące w schnącym powietrzu
tuż przed wschodem

Mołotowem wznoszone toasty
obdarzą gruzem Katanię
z przypływem skrytego uwielbienia
deszczu meteorów

deszczu…

 
 

05.02.2013

gołębie nie wracają


zza horyzontów spowitych dymem
przestrzeń milczy filtrując powietrze
w ciszy chłonąc napar z rosy

oddalone lata świetlne
marzną niedotknięte łaską słońca

pochówki niewinnych posłańców
nieskutecznie niosąc pokój
powleczone skrzepami krwi

nie wypełnią już przestworzy
pióra pchane wiatrem

 

 

01.02.2013

moment dekadencji


niepodzielność nałogów
wyssanych z mlekiem matki
powoduje przedwczesne zmęczenie materiału

z wypadkową dwadzieścia amputowane palce
paradoksalnie ograniczają wskazanie kierunku
w jakim należy się czołgać

do klubu dwadzieścia siedem

mimo że już za późno
na pomiary prędkości tuż po spotkaniu posadzki

przecież nie są winne żadne opary czy smog
nikomu niezrozumiałych pragnień upadków
według nic nieznaczącego ogółu

do powrotu świadomości i poczucia ciężaru
utraty twarzy po chwili szczęścia

 


23.01.2013