krętą i dziurawą, czasem asfaltową,
zerwał się i pognał, dudniąc gdzieś po dachach
przywitał mnie niepokój bruków zaniedbanych
latarni zapomnianych
czernią wyją domy
nieśpiące, opuszczone
siarką częstowany powietrzem obtaczaną
niemrawo krzesząc ogień
znalazłem choć nie chciałem
cienie miasta twego
duchy tu więzione
chwilę temu dziewicza
niech chłonie szept mych dłoni
zbrojnych w smołę wrzącą
i cierpi swe katusze
parzona dzisiaj smutkiem
strachem i litością, tęsknotą
biel ( chyba ) niech będzie
i pamięta na wieczność
jej i naszej słów kolor
dymem gnanych
napisanych
nieczytanych...
nieprzesłanych ....