wszystko co już nazwane


zbieram czując ponad miarę
jedynie szczęście odcinam co ranek
niezapraszanym promieniem słońca

nieoswojony

łatam wciąż dymem swych papierosów
poprzecierane miejscami chmury
od pasa w górę więzione wszędzie

topię podłogi

dławiony słowem żywym jak martwym
krzyżem obtartym pustą butelką
doszywam nocą kometom ogony

nierozumiany



29.12.2013

kup pan cegłę


będziesz miał z czym iść na wybory
no chyba że ją oddasz na tacę

niech drapią chmury

a jutro powiesz że to ptak cię osrał
na szczęście nie krowa –  ta święta

ratuje życie tych z prawa i lewa

myślisz że wiesz kto kogo wybrał
przecierając oczy z gówna



17.12.2013

o ile zasnę


sypiam z samotnością ze strachem
moim twoim naszym
razem i osobno

bo jeśli nie to pieprze się nocami
do bólu przez i dla niego
do końca

i co teraz ma być łatwiej
gdy wiem że już że zaraz
świt południe zmrok i zachód

że tej liny nikt już nigdy
nie użyje do holowania

bo ucięta
na łączeniu wierności cienia
 

 

13.12.2013

to nawet nie jest zabawa w boga


bezustannie stemplowane pozwolenia
na przeterminowane łzy
które więdną z ostatnimi liśćmi

przemarzając w błocie

bezużytecznym już do maseczek
na zmarszczki czy porost włosów
przez psy znaczące teren

gotowe na każde poświęcenie

wargi uwiedzione mlaskaniem
od jutra nielegalnym
przygryzaniem w miejscach publicznych

demonom i opętanym – najmującym duszę
 

 

11.12.2013