„KARA OGNIA”




Reszel, rok 2014. Miasto od kilku lat jest nękane falą pożarów. Epidemie przeróżnych chorób dziesiątkują ludność. Coraz więcej mieszkańców zarówno miasta jak i okolic wyjeżdża poza granice kraju. Władze lokalne nie bardzo są wstanie poradzić sobie z przerastającą je rzeczywistością. Miasto płonie...
Komisariat Policji
W związku z obciążającymi zeznaniami mieszkańców, Barbara Zdunek zostaje aresztowana i doprowadzona na komisariat policji. Jest w stanie wskazującym na spożycie alkoholu. Nie ma z nią kontaktu.


Policjant:            Gdzie mi tu ciągniesz te zwłoki? Przecież ona jest nieprzytomna. Pijana, naćpana? Co jej jest? Widzę, że jedno i drugie. Mam nadzieje, że to nie wasza sprawka? No, co, nie gapić się na mnie, do roboty!

Policjant 2:            Ale...

Policjant:            Nie ma „ale”. No nie stójcie tak! Do celi z tym ścierwem. Wezwij lekarza niech ją zbada. Musimy wiedzieć, co jej jest... żeby nam tu nie zeszła.

Policjant 2:            To może do szpitala?

Policjant:            Może jeszcze frytki do tego? Do celi... mhmm...  Przebierzcie ją, a łachy do analizy. Strasznie śmierdzi benzyną, chyba benzyną. Przesłuchajcie raz jeszcze wszystkich. Zaraz załatwię nakaz przeszukania jej mieszkania.

                       
                                                Sięga po telefon. Dzwoni.


Wyciemnienie


Rynek


Miasteczko niemrawo budzi się do życia. Mieszkańcy, jak co dzień krzątają się po rynku, załatwiając własne codzienne sprawy. Ten poranek jest jednak inny. W nocy spłonęła kamienica. Straż dopiero  co skończyła dogaszać pogorzelisko. W powietrzu wyczuwalny jest niepokój.


Kobieta:            Widziała pani, spłonęła kamienica.

Kobieta 2:            Tragedia. Mam nadzieje, że nikomu nic się stało. Kto tam mieszkał?

Kobieta:                       Ten bandzior z tą swoją lafiryndą. Nidzie nie pracuje, a kasy ma jak lodu. Pewnie jakieś porachunki w świadku. Samochód też spłonął. A ładny mieli samochód.

Kobieta 2:            No wie pani, co? Ludziom przytrafiła się taka tragedia, a pani tu takie bzdury opowiada. By się pani wstydziła.

Kobieta:                       Jakie bzdury, to jest bandzior i przemytnik. Całe to jego towarzystwo jest podejrzane. Skąd te smarkacze mają pieniądze? Pewnie kradną albo jeszcze coś gorszego. Widziała go pani kiedyś w kościele? 

Kobieta 2:                    Wszyscy nie możemy mieszkać w kościele, jak pani. Żegnam pani detektyw. (stara wariatka)


                           Kobiety rozchodzą się w przeciwnych kierunkach, mamrocząc same do siebie.


Wyciemnienie


Komisariat Policji


                           Lekarz bada zatrzymaną. Opuszcza celę i udaje się do policjanta prowadzącego sprawę.


Lekarz:                        Jest pijana i naćpana. Za jakiś czas wytrzeźwieje. Nic nie zagraża jej zdrowiu. Tylko, co ona tu robi? Dlaczego nie zawiozłeś jej do wytrzeźwiałki?

Policjant:         Dzięki doktorku. Może wieczorem bilard i jakieś piwko?

Lekarz              Ok. Na razie.


Policjant wraca do papierów. Lekarz wychodzi.


Wyciemnienie


Rynek


Kobieta:           O, dzień dobry sąsiadko.

Kobieta 3:         Dzień dobry, dzień dobry.

Kobieta:                       Widziała pani, cała kamienica się spaliła. Pewnie bandziory jakieś podpaliły. No, co to ma być, do jakich czasów doczekaliśmy. Człowiek nie może czuć się bezpieczny. W jednej chwili zabiorą wszystko. Tak, te bandziory. Ale jak widać na nasze szczęście na razie wybijają się między sobą. Bóg niech ma nas w opiece.

Kobieta 3:            A pani w kółko jedno, bandziory, złodzieje i tym podobne brednie. Droga pani, w tym pożarze zginęło dwoje młodych ludzi. Nie byli niczemu winni. Mieli całe życie przed sobą. A pani, jak zwykle, kto ma więcej ten złodziej, kto ma lepiej ten bandzior. Droga pani proszę się czasami zastanowić nad tym, co pani opowiada.

Kobieta:                       To jest straszne. Bóg ich pokarał, grzeszników. Wy, wy mi nie wierzycie, a ja znam się na ludziach... To byli źli ludzie, nie mogli być dobrzy skoro taki los ich spotkał. Bandziory, ja pani mówię, bandziory. Pani mnie nie słucha... No tak, najlepiej odwrócić się i odejść. Przypomnicie moje słowa! Boże chroń nas...

Kobieta 2:            A pani jeszcze nie dotarła do kościoła, bo się pani spóźni, proszę się pospieszyć. (będziemy mieli trochę spokoju, i nie wyłaź tak często... że to się boi światła...)

Kobieta:           W imię ojca i syna i ducha świętego. Ojcze...


                                 Jedna z kobiet odchodzi, modląc się.


Kobieta 3:         Rozmawiałaś z naszą...

Kobieta 2:         Niestety dopadła mnie. A co się nasłuchałam...

Kobieta 3:            Szkoda gadać. Niech babsko zajmie się sobą. Nie ma nic do roboty to wpieprza się wszystkim do życia.

Kobieta 2:         Ciężko cokolwiek powiedzieć. Szkoda i żal, byli tacy młodzi.

Kobieta 3:         Zła karma.

Kobieta 2:         Idźmy już. Ta wariatka zgubiła drogę do kościoła.


Kobiety  czym prędzej oddalają się, widząc, że  nie bardzo lubiana rozmówczyni wraca.


Wyciemnienie





Bar


Barman kończy sprzątać. Zaraz będzie zamykał bar. Podchodzi do śpiącego na jednym ze stolików klienta.


Barman:            Ej, ziomek, zamykam, obudź się!

Strażak:            Czego?

Barman:            Wstawaj stary. Idź do domu jest środek nocy. Słyszysz? Wstawaj! Do domu!

Strażak:            Spierdalaj!

Barman:                       Kurwa twoja mać! Wypierdalaj do domu! Jak zwykle, wszyscy sobie poszli a tu jeden oderwany granatem od pługa, najebany jak meserszmit... aaaa... Kurwa ile ty ważysz? Wstawaj, przecież cię tu nie zostawię a sam w robocie nie mam zamiaru kimać, bo ty zapiłeś... Syreny strażackiej potrzebuje... Tylko to cię obudzi... Masz to we krwi, jak pies gończy. Sygnał i stoisz gotowy do akcji. Mamy kurwa szczęście z wami strażakami. Ale ja chcę iść do domu, a ty, też pójdziesz. Zaciągnę Cię i będziesz spał na chodniku. Najwyżej ziomale z policji cię zgarną do siebie. Aaaa....

Strażak:            Co ty kurwa robisz... Odpierdol się... Barman! Jeszcze raz to samo, dwa razy...

Barman:                       Co ja kurwa robię? Ja ci się odpierdolę! Zamknięte! Kurwa, zamknięte! Patrz na mnie. Podnieś głowę! Wyżej. Wyżej! Jeszcze wyżej! O, teraz ok. Widzisz mnie? A w którym rzędzie... Posłuchaj. Wstaniesz i wyjdziemy. Powtórz.

Strażak:            Powtórz.

Barman:                       Wstajemy... Spokojnie, bądź grzeczny to zawiozę cię do domu. Spokojnie, kurwa mać, bo wyjdziemy z całą witryną! Celuj w drzwi.

Strażak:                       Było sześć zastępów... Sześć, kurwa mać, sześć, sześć zastępów... Nic nie mogliśmy zrobić... Woda, woda, gdzie jest woda... Tylu chłopa... Paliło się, kurwa, jak tam się paliło... Woda, gdzie woda... Gdzie jest kurwa mać woda! 


Wychodzą.


Wyciemnienie






Komisariat Policji


Rozpoczyna się przesłuchanie zatrzymanej Barbary Zdunek. Policjant jest wyraźnie podekscytowany. Barbara jest bardzo zmęczona i schorowana po kilkudniowym upijaniu się do nieprzytomności.


Policjant:            Siadaj. Koszmarnie wyglądasz... To był komplement. Musimy pogadać. Wiesz, czemu tu jesteś?

B. Zdunek:         Głowa mnie boli.

Policjant:         Wpieprzyłaś się w niezłe gówno.

B. Zdunek:         Wody. Daj mi wody.

Policjant: Może frytki do tego?

B. Zdunek:         Nie pierdol tylko daj mi wody.

Policjant:            Przynieście jej wody! Pełne wiadro wystarczy. Prawda. Oj Baśka, Baśka, co ja mam z tobą zrobić. Wiesz, czemu tu jesteś?


                                 Krzyczy w kierunku otwartych drzwi.


B. Zdunek:         Wczasy wygrałam? Jakoś moja szklana kula nic mi o tym nie wspominała.

Drugi z policjantów przynosi pełna wiadro wody. Stawia je na podłodze, wrzucając do środka metalowy kubek.

Policjant:         Humorek dopisuje. Jest twoja woda. Tylko się nie utop.

Policjant 2:            Próbę wody będziesz robił? To chyba za mało tej wody. Cześć Wiedźma jak zdrówko. Wyglądasz strasznie.

Policjant:            Nie masz, co robić. Ja tu pracuje. Jak nie masz zamiaru pomóc, to nie przeszkadzaj. Nie powinieneś być na patrolu?


                                 Zniesmaczony wychodzi.


Policjant 2:         Już się zbieram.

Policjant:            Dobrze, do rzeczy. Zostałaś zatrzymana jako podejrzana o podpalenie w efekcie z podwójnym zabójstwem. Żeby było mało, w twoim domu znaleźliśmy około pół kilograma zioła. Masz prawo do adwokata. Wszystko, co powiesz może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Masz prawo do odmowy składania zeznań. Teraz rozumiesz jak głęboko jesteś w dupie. Zanim przejdziemy do zeznań, krótka ankieta.

B. Zdunek:         Jestem niewinna. Nie możesz mnie trzymać. Nie masz dowodów.

Policjant:            Mogę. Mam dowody, świadków. A czy jesteś niewinna? Okaże się, wszystko w swoim czasie.

B. Zdunek:            Jakie podpalenie? Jakie zabójstwo? Jakie zioła?


                                    Niewzruszony policjant zabiera się do pisania protokołu.


Policjant:            Nazwisko – Zdunek. Imię – Barbara. Z domu?

B. Zdunek:            Pastuch.

Policjant:            Imię ojca.

B. Zdunek:            Urban.

Policjant:            Matki.

B. Zdunek:            Nie miałam matki.

Policjant:            Ok. Matka nieznana...


                                    Policjant spogląda na przesłuchiwaną. Po chwili ciszy mówi.


Jak to jest, ty nie masz żadnych dokumentów. Mniejsza o dowód osobisty, ale prawo jazdy? Masz samochód, a masz prawko? No przecież masz, kiedyś cię zatrzymałem. Co to było? Rutynowa kontrola... Nie, przekroczyłaś prędkość... Masz jeszcze tego złoma?

B. Zdunek:            Do rzeczy, nie mam czasu.

Policjant:            Widzę, że ty nadal nie rozumiesz. Ty masz ogrom czasu... Ty tu zostajesz do wyjaśnienia... Nie będzie jarania zielska dziś wieczorem, i pierdolenia się całymi nocami. Przez jakiś czas. Na tobie Zdunek ciążą poważne zarzuty. Baśka samo podpalenie, a tu mamy dwa trupy na dokładkę i narkotyki. No proszę cię. Zrozum, jesteś w czarnej dupie... Adres – ul. Spichrzowa... a numerek? Nie patrz tak, nic z tych rzeczy. Jestem w pracy. Rozumiesz. Masz pracę, prawda.

B. Zdunek:            Co z moimi dziećmi?

Policjant:            O, proszę. Instynkt macierzyński się obudził. Lepiej późno niż wcale. Ty w ogóle pamiętasz o dzieciach, o swoich dzieciach? Pamiętasz... Ciekawe, bardzo ciekawe. Są pod dobrą opieką, nic im nie jest. Nic im nie grozi. Fajne masz dzieciaki, tylko szkoda, że tego nie widzisz.

B. Zdunek:            Gdzie one są?

Policjant:            Są u pani starszej Zdunek. Poczciwa kobieta, a i dzieci bardzo się ucieszyły na jej widok. Swoją drogą, jak tam z twoim byłym mężem? Odnalazł się chłopina? Pamiętasz, to ten, po którym masz ładniejsze nazwisko, panno Pastuch. Coś wiadomo? Minę nasz nietęgą.

B. Zdunek:            4/2

Policjant:            Co?

B. Zdunek:            Spichrzowa 4/2.

Policjant:            ...

B. Zdunek:            Ona nie może zajmować się moimi dziećmi...

Policjant:            Obawiam się że masz teraz niewiele do powiedzenia, Basieńko...


Wyciemnienie


Cela

                       
Strażak budzi się w celi. Jest ledwo przytomny i nie wie gdzie się znajduje.


Strażak:            Gdzie ja jestem... Szlag... Co ja tu robię?.. Czyżbym narozrabiał? Niemożliwe... Jak tu zimno. O, browar. Okrutnie ciężki. (napije się i wstanę... będzie lepiej... jak ja stąd wyjdę?) Strażnik... (nie tak głośno) Strażnik! (moja głowa) Nie to nie, wypije piwko i chwilę pośpię... Strażnik daj se siana, też mam cię w dupie... (po browarku i drzemka) Strażnik nie spiesz się, mam dzisiaj wolne...


                                                Zasypia.


Wyciemnienie


Rynek


Chłop :            Stary Zdunek, porządny był facet, dobry człowiek, mąż i ojciec. Zapieprzał na roli tylko się kurzyło. Wszystko zawsze na czas, miał do tego rękę. Ba, rękę, serce, serducho miał chłopina. Byliśmy sąsiadami, przez miedzę, zawsze mogłem liczyć na starego Zdunka, jak on na mnie. Karta mu szła, gorzałka służyła a zdrowia... zabrakło i odszedł od nas w czeluści Hadesu. A młody? Młody Zdunek. No przejął ojcowiznę. Serce bolało, oj bolało. Wszyscy żeśmy patrzyli jak w ruinę popada, jak marnuję cały wysiłek włożony w tę ziemię starego. Ziemię sprzedawał, bawił się i nawet nie myślał o pracy. Syn marnotrawny. A i ona się tu zjawiła, zielarka, nałożnica szatana. Sześć tygodni i wszystko w diabły poszło. One też. A młody zaraz zniknął na dobre. Ludzie mówią...

Kobieta 4:            Maczała w tym palce. W jego zniknięciu. Drobna babeczka, wątła a z niego kawał chłopa było. Po ojcu, no przecież nie po kowalu. Może te jej zioła. Czaruje jak i wtedy czarowała. Jeden Bóg wie co tam się stało. Za niedługo syna urodziła. Duży już chłopak. W jej zielniku siedzi i handluje, bo jego matki, Baśki jakiś czas już nie widać. Ludzie mówią że mocno narozrabiała, że to ona tą kamienicę podpaliła. Widzieli ją na miejscu tamtej nocy...


Wyciemnienie


Cela
                                   

Policjant 4:            Wstawaj moczymordo, pali się! Do roboty! Wstawaj!

Strażak:            Nie krzycz człowieku. Daj mi spokój.

Policjant 4:            Wstawaj. Zeznania musisz złożyć. Byłeś przy pożarze?

Strażak:            Byłem. Niestety byłem.

Policjant 4:            Mów co i jak...

Strażak:            Przyjechało nas na miejsce sześć zastępów. Wszystko się psuło. Wszystko co tylko mogło się popsuć, a co nie mogło to też się popsuło. Woda nie chciała lecieć. Rozsadzało węże, łamały się drabiny, w każdym wozie coś. Jakie coś, wszystko. Nic nie mogliśmy zrobić. Kamienica płonęła w zastraszającym tempie. Ogień trzymał się tylko tej jednej. Nie rozumiem jakim cudem nie zajęły się sąsiednie. Ze środka dochodziły straszliwe wrzaski. Nie mogliśmy wejść. Nie było takiej możliwości. Zebrał się tłum ludzi. Piekielne jęki i wrzaski ustały. Było słychać tylko trzaski dopalającego się budynku. Obok tłumu spostrzegłem tę zielarkę. Jakaś dziwna była. Uśmiechała się, mamrotała coś, jako jedyna nie była przerażona. Zobaczyła że się na nią gapie. Odwróciła się o odeszła, kołysało nią na wszystkie strony. Ogień powoli dogasał. Dojechał następny wóz, jedyny sprawny. Nie był już co gasić. Polaliśmy co zostało. Tłum się rozszedł dopiero po zabraniu zwłok.

Policjant 4:            Resztę już znam, już tam byłem.

Strażak:            Co ja tu robię?

Policjant 4:            Dusiłeś barmana na ulicy. Krzyczałeś jak opętany. Pół miasta się zleciało. Masz szczęście nie wniósł oskarżenia. Zbieraj się, i do domu. Jutro przyjdziesz podpisać oficjalne zeznanie. No zbieraj się. Posprzątaj tu po sobie, to nie hotel.
 

Wyciemnienie


Komisariat Policji

                       

Policjant:            Gdzie byłaś w nocy z szesnastego na siedemnastego?

B. Zdunek:            W domu.

Policjant:            Może ktoś to potwierdzić?

B. Zdunek:            Byłam sama?

Policjant:            Ty naprawdę nie chcesz adwokata?

B. Zdunek:            Jestem nie winna, poradzę sobie.

Policjant:            Jak?

B. Zdunek:            Gówno cię to obchodzi.

Policjant:            Poznajesz tego tu ze zdjęcia?

B. Zdunek:            Nie.

Policjant:            A to dziwne, bo na tym jesteście razem. Czy może ja źle widzę?

B. Zdunek:            Poznaje.

Policjant:            A tą uroczą pannę też poznajesz, czy może też nie.

B. Zdunek:            Poznaje szmatę.

Policjant:            Wiesz, zaczynam mieć wątpliwości, czy na pewno zabójstwo. Dobra koniec na dzisiaj, ja na obiadek a ty celi. Dobra chłopaki do aresztu z nią.

Policjant 4:            Obie cele mamy zajęte.

Policjant:            Wschodnia wieża jest już przygotowana. Strażnicy są już od dzisiaj w robocie. Po dwustu latach mamy znów areszt w Reszlu. Nie gadaj tyle tylko do roboty. Wołaj chłopaków.


Wyciemnienie



Rynek


Kobieta 3:            Uprzejmy. Grzeczny był. Jak on się nazywał? Nie pamiętam. Nie, po prostu nie wiem. Przyjechał chyba rok temu. Razem przyjechali. Zawsze byli razem, no, prawie zawsze. Piękna dziewczyna była.

Kobieta 4:            On był dziennikarzem.

Kobieta 2:            Dziennikarzem? Skąd wiesz? A ona?

Kobieta 4:            Razem pracowali. Śledztwo jakieś prowadzili czy jakoś tak.

Kobieta 2:            hmm...

Kobieta 3:            ...

Kobieta 4:            Rozmawiałem z facetem, który z nimi pracował. Telewizja zaraz się tu zjedzie. Tak, pracowali dla telewizji, jakiejś prywatnej. Śledztwo już prowadzą. Znając życie ustalą więcej i szybciej niż te nasze flegmusy z milicji.

Kobieta 2:            Z policji.

Kobieta 4:            Tak, tak z policji. Tylko nazwa się zmieniła, a reszta dalej jak za komuny.

Kobieta 3:            Zieleniak zamknięty. Baśka aresztowana. Myślicie że mogła coś mieć z tym wspólnego?

Kobieta 2:             Nawet jeśli nie, to jak sobie posiedzi to jej nie zaszkodzi, dziwce. Każdy facet z miasta i okolic do niej łaził, skurwiele. Oni naprawdę myślą chujami. Rzygać się chce. Czarownica.

Kobieta:            Na stos dziwkę! Na stos! Boże...

Kobieta 2:            To chyba koniec zebrania. Żegnam panie...

Kobieta 3:            ???

Kobieta 4:            Jejku mięsny zaraz zamkną. I jeszcze fryzjer.


Wyciemnienie


Areszt. Wieża wschodnia



                                                Policja przenosi B. Zdunek z celi komisariatu do od niedawna użytkowanego aresztu, znajdującego się na terenie zamku.


Policjant 4:            Cześć chłopaki. Oddaje wiedźmę pod waszą opiekę. Uważajcie, żadnych podchodów. Ona czaruje.

Strażnik:            One wszystkie czarują, ja swoją mam w domu.

Policjant 4:            Dobrej nocy wiedźmo... Cześć chłopaki...

Strażnik:            Dawaj, zdejmę kajdanki.

Strażnik 2:            Co ty kurwa robisz!?

Strażnik:            Boisz się młody? Choć Baśka, oprowadzę cię po naszym królestwie, pokażę twój przytulny pokoik. Niewiele się tu zmieniło po remoncie ale szczurów jest trochę mniej. Idziemy, idziemy bo na kolację się spóźnisz.

B. Zdunek:            Nie będę jadła. Tylko zamknij mnie dobrze, bo ucieknę. Ha..ha.ha... Zobacz już uciekam.  Przenikam kratę, przenikam ścianę i już mnie nie ma. Nie ma mnie... nie ma. I nie będzie...

Strażnik:            Wariatka...


Wyciemnienie


Sen

                                                Barbara zostaje sama. Ogromnie zmęczona i zestresowana, zasypia wycieńczona.


B. Zdunek:            Jestem wiatrem... Płynę czepiając korony drzew... Obmiatam dachy... Kradnę wam czapki... parasole... Uciekam, odpływam w net... Czeszę łąki schnących traw... Resztkom pustych zbóż, koję nocą płacz... Jestem wiatrem... Jestem, księżyca płomieniem... Jestem... Stąpam, łąki płoną... Ginie zgnilizny świat... Wróżki moje, siostry moje – przebywajcie i ty jedyny bracie na swym koźle przybywaj... Ja, ja, ja zielarka, wzywam was. Wróżki, zielarki, bracia i siostry rwących potoków, słuchajcie. Jam jest tu, na pastewnym wzgórzu, płonę pełnią, żegnam lato, witam jesień... Zatańczmy w ogniu, zatańczmy kolejny raz. Witam, witam was...


Wyciemnienie


Pastwisko „Rossgarten”


                                                W nocy spłonęły trawy na pastwiskach przylegających do miasta. Nazywane przez okoliczną ludność  „Rossgarten”.


Policjant 2:            Panie Zielonka, wie pan że wypalanie traw jest zabroniona.

Zielonka:            Panie władzo ale to nie ja. Nie wiem co tu się stało. To te czarownice. One tu sabaty odprawiają. Diabelskie nasienie.

Policjant 2:            Będzie mandat...

Zielonka:            Jaki mandat? To nie ja... Zobacz pan, są ślady stóp i koźlich kopyt.

Policjant 2:            Łąka jest pańska. Będzie mandat. Przyjmujesz człowieku czy nie. I już nie czaruj, mam dość tych pseudo spirytystycznych bredni. Nie ma żadnych czarownic, to nie średniowiecze. Co może mam powiedzieć szefowi że wiedźmy na miotłach przyleciały, zaprosiły samego Lucyfera i małą imprezkę sobie tu urządziły, grila, niewielki tylko na hektar, zagłuszali w nocy spokój, Nergal im przygrywał, ale był sam bo reszta chłopaków nie miała akurat czasu. Panie, wypalanie traw jest zabronione i koniec bredzenia. Przyjmujesz pan ten mandat czy mam pisać do grodzkiego?


Wyciemnienie


Pokój przesłuchań


                                                Pierwsze przesłuchanie Barbary na terenie aresztu.


J. Kowal:            Siadaj Zdunek. Jestem inspektor Janusz Kowal, komenda główna Olsztyn. Od teraz ja prowadzę twoją sprawę. Przeczytałem twoje akt...

B. Zdunek:            Pani Zdunek, nie pamiętam inspektora z piaskownicy... Gdzie ta miejscowa policyjna oferma?

J. Kowal:            Został odsunięty od sprawy, podejrzewam że sama wiesz czemu.

B. Zdunek:            Nie mam pojęcia...

J. Kowal:            Gdzie Zdunek byłaś szesnastego na siedemnastego w nocy, tego miesiąca?

B. Zdunek:            W domu. Sama i nikt nie może tego potwierdzić. Mówiłeś że czytałeś akta.

J. Kowal:            Inspektorze.

B. Zdunek:            Pani.

J. Kowal:            A jak się znalazłaś w miejscu zdarzenia?

B. Zdunek:            Przyszłam.

J. Kowal:            Co wzbudziło twoje zainteresowanie, był środek nocy.

B. Zdunek:            My czarownice tak mamy, nie śpimy nocami. Czekając aż coś się w okolicy zapali. W między czasie, rozumiesz bywa dość nudno, a ile można pić, można się porzygać, a szkoda, a może to chytrość, polujemy na koty. Wiesz chyba że my diabelskie wywłoki żremy koty, nie szczury, nie mylić z wampirami. Kocie skóry wyprawiamy i szyjemy mega sexi wdzianka. Tak, tak na te nasze obleśne cielska, na których widok aż się ślinicie, pocicie, drżycie i jąkacie się. Tylko jeszcze nie wiem czemu, jestem w końcu młoda, jeszcze dużo przede mną. Debilu, jakbyś czytał akta to wiedziałbyś że mieszkam w kamienicy obok. Podpaliłabym własny dom?


                                                Do sali przesłuchań wchodzi obrońca Barbary Zdunek.


Adwokat:            Pani Zdunek proszę nic nie mówić. Jestem pani adwokatem...

B. Zdunek:            Nie jest mi pan potrzebny.

Adwokat:            Wręcz przeciwnie. Witam inspektora, widzę że jak zwykle zaczynacie bez obecności adwokata. Kiedyś was zaskarżę. Pani Zdunek, musimy wszystko ustalić, na osobności. Prawda panie inspektorze?

B. Zdunek:            Ja...

Adwokat:            Pan inspektor wychodzi.

J. Kowal:            Wrócimy do przesłuchania rano.

Adwokat:            Ktoś wysoko postawiony odsunął miejscową policje od sprawy. Nie może pani sobie pozwolić na rezygnację z adwokata. Sama się pani pogrąży, im na tym bardzo zależy. Musimy ustalić linię obrony. Mamy mało czasu.
  

Wyciemnienie


Komisariat Policji


Policjant:            Co tam młody czytasz?

Policjant 5:            Nic takiego szefie.

Policjant:            Mogę dostać kawę.

Policjant 5:            Się robi.

Policjant:            Młody po co wydajesz kasę na te brukowce? Przecież tutaj... kurwa wasza mać!!! Co to jest? Co to kurwa jest!?

Policjant 5:            ałaaa... Ale to gorące...

Policjant:            Zawołaj tu wszystkich! Ale natychmiast!

Policjant 5:            Jeszcze z patrolu chłopaki nie wrócili...

Policjant:            To ich kurwa ściągnij, już!!!

Policjant 5:            aaaa...  Chłopaki...

Radio sibi:            Co jest młody

Policjant:            Zjazd na bazę...

Radio sibi:            Się robi szefie... bez odbioru...

Policjant 5:            a...

Policjant:            Nic młody lepiej nie mów, oby to nie był wywiad z tobą.


                                                Po dłuższej chwili.


Policjant 2:            Jesteśmy wszyscy. Co jest?

Policjant:            „Reszelska Policja stacjonuje w miejscowym burdelu.” To jest. Kto rozmawiał z prasą? Który bawi się w rzecznika prasowego? „Przez konflikt miejscowej policji z Barbarą Z. spłonęła kamienica, w której zginęło dwoje młodych ludzi. Prawdopodobnie również zamieszany w proceder, którym się wspólnie imali.” No co kurwa się tak gapicie cielaki nie dojone. Mówię po mongolsku, chińsku czy ogłuchliście? Kto mi to wyjaśni? No co taka cisza?

Policjant 3:            Szefie nikt z nas z prasą nie rozmawiał.

Policjant:            Mam kurwa taką nadzieje, a jak się okaże inaczej, zabije jak psa. Teraz do roboty. Macie znaleźć młodego Zdunka. Rano ma tu być. Rano...   Pismaki... aaaaaaa.... I już wiem czemu nas odsunięto.


Wyciemnienie




Areszt. Wieża wschodnia


Strażnik:            Śniadanie. Zaraz będziesz miała gościa.

B. Zdunek:            Nie czekam na nikogo.


                                                Podchodzi dziennikarz.


Strażnik:            Nie wiem czy będzie chciała rozmawiać. Masz piętnaście minut.

Dziennikarz:            ...

B. Zdunek:            Czego znowu chcesz?

Dziennikarz:            Chcę pomóc.

B. Zdunek:            Niby jak.

Dziennikarz:            Mam swoje sposoby.

B. Zdunek:            Tracisz czas.

Dziennikarz:            Musisz sobie pomóc. Zacznij z nami współpracować.

B. Zdunek:            Z wami? Co masz na myśli? Chcesz na mnie się wybić? I tak napiszesz co będziesz chciał. Nie będę rozmawiała. Strażnik!

Dziennikarz:            Tak, z nami. Masz dobrego adwokata, ale bez ciebie nie wiele może zdziałać. Pozwól sobie pomóc.

B. Zdunek:            Strażnik!

Dziennikarz:            Postawili na tobie krzyżyk, od samego początku. Wiesz ile już tu jesteś?

B. Zdunek:            Wszystko powiem przed sądem.

Dziennikarz:            A jak nie będzie sądu? Oni chcą cię wykończyć. To wszystko za długo trwa. Za długo. Zresztą, sąd też postawi na tobie krzyżyk. Jakoś nie jestem przekonany że doczekasz rozprawy.

B. Zdunek:            Powtarzasz się.

Dziennikarz:            Pomyśl o dzieciach, potrzebują cię.

B. Zdunek:            Strażnik!

Dziennikarz:            Pomyśl...

B. Zdunek:            Wszyscy mnie skreślili. Wszyscy! Rozumiesz? Jak nie oni tu, to ludzie mnie zlinczują. Dlaczego właściwie uparłeś się na tę pomoc? Tracisz czas. Idź sobie. Jestem zmęczona... Strażnik!


                                                Znudzony strażnik wtrąca się do rozmowy.


Strażnik:            Koniec widzenia.

Dziennikarz:            Wyciągniemy cię stąd.

Strażnik:            ...


                                                Dziennikarz wychodzi.


B. Zdunek:            Jakie jeszcze atrakcje na dzisiaj są przewidziane?

Strażnik:            Obiad, spacer i kolacja.

B. Zdunek:            Spacer? Aż tak byłam grzeczna?

Strażnik:            Spacer po celi.


Strażnik odchodzi, mijają się z adwokatem.


Adwokat:            Witam.

Strażnik:            U naszej gwiazdy nic nowego. Zresztą...

Adwokat:            Mam nadzieję że dziś będziemy mogli ustalić linię obrony.

B. Zdunek:            Tak, oczywiście. Jestem nie winna i tyle.

Adwokat:            Już trochę czasu minęło, wciąż nie stawiają oficjalnego oskarżenia. Nie mają dowodów. Ale muszę poznać twoją wersję wydarzeń.

B. Zdunek:            Jestem niewinna. Byłam tam jak wszyscy inni. Wiem kto tam mieszkał. Jakob Auster i ta jago panna. Wera, jak ona?

Adwokat:            Wera Kinzly. Dobrze ich znałaś?

B. Zdunek:            Byliśmy sąsiadami.

Adwokat:            Ludzie mówią...

B. Zdunek:            Co? Co ludzie mówią? Bzdury mówią, gadali, gadają i gadać będą. Niech ich szlag.

Adwokat:            Nie miałaś z nim romansu?

B. Zdunek:            Miałam wszystkich... facetów...

Adwokat:            Tzn?

B. Zdunek:            Kurwa, przecież wiesz.

Adwokat:            Za godzinę przesłuchanie. Nic masz nie mówić. Do niczego się nie przyznawać.

B. Zdunek:            Dobra, dobra...


Wyciemnienie


Pokój przesłuchań


Adwokat:            Inspektorze, konkrety.

J. Kowal:            Pani Zdunek, jest pani oskarżona o podpalenie ze skutkiem śmiertelnym, posiadanie i handel narkotykami miękkimi. Grozi pani kara dożywotniego pozbawienia wolności lub kara śmierci. Czy pani zrozumiała zarzuty?

B. Zdunek:            Zrozumiałam. Ja chciałam...

Adwokat:            Nic nie chciałaś.

J. Kowal:            Czy przyznaje się pani do zarzucanych czynów?

Adwokat:            Nie przyznaje się!

J. Kowal:            Pani Zdunek, przyznaje się pani?

B. Zdunek:            Nie przyznaje się.

J. Kowal:            W takim razie w związku z podpaleniem, śmiercią Wery Kinzly oraz Jakoba Austera, posiadaniem i handlem marihuaną będzie przeprowadzone bolesne postępowanie śledcze. Urządzimy tu piekło. Przyznasz się sama, prędzej czy później.

Adwokat:            To jest zastraszanie! Za dużo pan sobie pozwalasz, inspektorze. Ja tego tak nie zostawię. Zaskarżę pana.

J. Kowal:            Pamiętaj, nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani.

Adwokat:            Koniec tego przesłuchania. Strażnik! Pan inspektor wychodzi.

J. Kowal:            ...do zobaczenia wkrótce...

Adwokat:            Nie ciesz się inspektorku, odsunę cię od tej spawy...

J. Kowal:            hmm...

Adwokat:             Żegnam...


                                                Zadowolony z siebie inspektor wychodzi.


B. Zdunek:            ...

Adwokat:            Zaskarżę skurwiela...

B. Zdunek:            Nie boi się, nikogo i niczego.

Adwokat:            Załatwimy przeniesienie. Nie możesz tu zostać. Nie w tym areszcie. Ja się
 z nimi policzę.

B. Zdunek:            Od kiedy psy boją się papug? Nic nie zrobisz. Nie pozwolą.

Adwokat:            Jak nie pozwolą! A prawo?

B. Zdunek:            Młodziutki, głupiutki adwokacik. To jest twoja pierwsza sprawa?

Adwokat:            Druga.

B. Zdunek:            Wygrałeś?

Adwokat:            Wróćmy do tej sprawy...

B. Zdunek:            Przegrałeś.

Adwokat:            Do niczego się nie przyznawaj...

B. Zdunek:            Jakie było oskarżenie?

Adwokat:            Najwyżej załatwimy niepoczytalność...

B. Zdunek:            A wyrok. Dożywocie czy kara śmierci?

Adwokat:            Tamta sprawa jest nie istotna. Mamy swoje problemy.

B. Zdunek:            Jednak kara śmierci...

Adwokat:            Nieważne...

B. Zdunek:            Za co?

Adwokat:            Wracasz do swojej celi, a ja wszystko załatwię.

B. Zdunek:            A tak właściwie, skąd się tu wziąłeś? Z urzędu.

Adwokat:            Nie, nie jestem obrońcą z urzędu.

B. Zdunek:            Więc.

Adwokat:            Związek Błąd Systemu...

B. Zdunek:            Co takiego?

Adwokat:            Zajmujemy się sprawami, które są od początku są spektaklem, pokazującym siłę władzy. Po zmianie władzy i odejściu od unii, coraz częściej karmią nas mięsem ofiar systemu. Nie kryją się z tym. Zastraszanie jest ich sposobem na władze. Wyciągniemy cię z tego.

B. Zdunek:            Nie dacie rady. Sam w to nie wierzysz.


Wyciemnienie
                

Bar



Dziennikarz:            Piwo.

Adwokat:            Piwo i dwie setki.

Barman:            Ciężki dzień, co?

Dziennikarz:            Ciężkie czasy chłopcze, ciężkie.

Adwokat:            Teraz już nie powiesz że tylko wy mieliście ciężko.

Dziennikarz:            Łatwo nie było.

Adwokat:            Barman!

Barman:            Moment.
Dziennikarz:            Rozmawiałeś z nią?

Adwokat:            Poddała się, jak mówiłeś.

Dziennikarz:            Żadne media nie chcą puścić naszego materiału. Boją się gnoje.

Adwokat:            Damy radę.

Dziennikarz:            My tak. A ona?

Barman:            Co jest?

Dziennikarz:            Siadaj chłopcze, polej nam i sobie. Pogadamy.

Barman:            Nie, no co wy, w robocie nie pije.

Adwokat:            My też.

Dziennikarz:            Siadaj.

Adwokat:            Polewaj... Sobie też... Noo, dawaj, dawaj...

Dziennikarz:            Grzeczny chłopczyk.

Adwokat:            Teraz opowiadaj.

Dziennikarz:            Jak w konfesjonale.

Adwokat:            Z tym że prawdę, samą prawdę.

Barman:            W życiu nie byłem w konfesjonale.

Adwokat:            My też. Mów w końcu.

Dziennikarz:            Pomogę, ok? Barbara Zdunek...

Barman:            Barbara Zdunek...

Dziennikarz:            Daj mi tu tę flachę, za mocno się wczuwasz...

Barman:            W wieku szesnastu lat rzuciła szkołę. Zajęła się, jeśli dobrze pamiętam, od razu zajęła się zielarstwem. Nie mam pojęcia skąd miała taką wiedzę na temat tego zielska. Leczyła ludzi, choć miejscowemu lekarzowi wcale się to nie podobało, kręcił afery.

Adwokat:            Zaszkodziła komuś?

Barman:            Ziołami? Nie, nigdy, nikomu. Sam kiedyś u niej byłem. Pomagała każdemu kto przyszedł. Ludzie sami dawali jej kasę. Dwa lata temu dopiero otworzyła tą budę z ziołami.

Dziennikarz:            A jej faceci?

Barman:            Przez pierwszego rzuciła szkołę. Rozmawialiście z jaj najstarszym synem?

Adwokat:            Nie gada z nikim.

Barman:            Jak ojciec. Zostawił ją po dwóch, trzech latach. Później było już tam tłocznie, jeden wchodził, drugi wychodził.

Adwokat:            Spałeś z nią?

Barman:            A wyglądam na kalekę? Niezła dupa z niej była i niedroga. Co się tak patrzycie, tak, brała za sex kasę. Każdy facet z miasta był u niej. Wicie jakich opowieści można nasłuchać się w barze. Spowiadają się kurwa ze wszystkiego. Co, gdzie, jak i dlaczego. Temu żona nie dawała, tamtemu mało było w domu, a kolejny potrzebował odmiany. Co macie takie duże oczy? Wódka za mocna?

Adwokat:            A konflikty?

Barman:            Kobiety w końcu zaczęły ja nachodzić. Przecież wszyscy wiedzieli gdzie chłopy łażą. Nie jedna jej groziła.

Dziennikarz:            A co z jej mężem?

Barman:            A bo ja wiem? Męża miała, sześć tygodni. Szybki rozwód i chłopa wcięło. Kamień w wodę. Młody Zdunek. Ludzie mówią, że się go osobiście pozbyła. Ale po co? Już wtedy był goły. Przebalował wszystko co miał po ojcu.

Adwokat:            E, pisarczyk. Nie śpij, polewaj.

Dziennikarz:            ...

Adwokat:            Jakob Auster.

Barman:            No tu była afera. Wery mi tylko szkoda. Jakob przyjeżdżał do Baśki zanim się tu wprowadzili. Około roku do niej szorował. Podobno bardzo go kochała. Jak tak, to obie go kochały, na zabój – wariatki. On był zwykłym dupkiem. Rwał laski gdzie tylko mógł. Bawił się, a jak mu się znudziła... Wiecie do czego jest zdolna kochająca kobieta. Gdzie diabeł nie m...

Dziennikarz:            Akurat z tej strony to Jakoba poznałem. Tak, bawił się kobietami.

Adwokat:            Podpaliła tę kamienicę?

Barman:            Nie. Nie podpaliła.

Adwokat:            Skąd benzyna na jej ubraniach?


                                                Do baru wchodzą policjanci.


Barman:            Miło się gadało. Dzisiaj wszystko na koszt firmy.

Dziennikarz:            Wracaj tu! Nie skończyliśmy jeszcze!

Barman:            Skończyliśmy...

Adwokat:            Gnojek wie kto podpalił... Kogo on się boi?

Dziennikarz:            ...

Policjant:            Możemy się przysiąść?

Lekarz:            Panowie w bilard grają?

Adwokat:            Doktorze, pani Zdunek...

Lekarz:            Bardzo przepraszam ale jestem po pracy, poza tym, wie pan, tajemnica lekarska. Informacje wyłącznie dla rodziny.

Dziennikarz:            Nic z niego nie wyciągniesz, próbowałem.

Adwokat:            no....a...

Dziennikarz:            Kończ i wychodzimy.

Policjant:            A bilard?

Dziennikarz:            Innym razem?

Lekarz:            Barman!

Wyciemnienie
Areszt. Wieża wschodnia


Sen


B. Zdunek:            Otaczają mnie światła... Otacza mnie ciepło... Spokój... Idę, ale nie dotykam stopami ziemi... Witajcie, witajcie... Wszystkie kwiaty... Wszystkie kolory tęczy... Czy to wszystko dla mnie?.. Kocham was... Kocham was wszystkich... Nie musicie mnie nieść... Jestem taka lekka... Motyle... Płynę w spokoju... Chłonę harmonię natury... Bramy miasta porosły winogrona... Nie musicie mnie nieść... Pójdę sama... Jestem taka lekka... Wracam do was... Jestem jedną z was... Wiruję na płatkach kwiatów... Jesteście mi wszystkim... Kocham was... Co za powitanie?.. Tak wróciłam... Dziękuje... Dziękuje wiatrom lata... Osuszą łzy szczęścia... Dziękuje wam wszystkim...


                                                Głośne trzaśnięcie kraty budzi Barbarę.


Strażnik:            Wstawaj jędzo! Masz gości! Wstawaj!

Gość:            Wyspałaś się Zdunek?

B. Zdunek:            Dlaczego jest tak ciemno?

Gość 2:            Cierpimy na światłowstręt.
  
B. Zdunek:            Czego chcecie? Kim jesteście?

Gość:            Jesteśmy sprawiedliwością czasu i miejsca.

Gość 2:            Jesteśmy twoimi demonami.

Gość:            Jam jest Jakob!

Gość 2:            A ja Wera!

B. Zdunek:            Nie, nie, ja znam wasze głosy...

Gość:            Rozbieraj się!

B. Zdunek:            Nie.

Gość:            Opór jest bezcelowy.

Gość 2:            Zerwij z niej te szmaty.

B. Zdunek:            Nie! Nieeee!


                                                Głośne i przeraźliwe jęki wypełniały godzinami wieżę wschodnią. Błaganie o litość wylewało się na śpiące miasto. Nastał ranek. Który to był już ranek tak znienawidzony za życia.


J. Kowal:            Wiesz, kiepsko wyglądasz. Kiepska noc. Nie wyspało się biedactwo. Podpisz przyznanie się do winy i po sprawie.

B. Zdunek:            Spierdalaj! Spierdalaj potworze!

J. Kowal:            Rozumiem. Przeanalizuj, wrócę. Tymczasem.

B. Zdunek:            Zdechniesz za to, skurwysynu. Zdechniesz! A zdychać będziesz bardzo długo.


                                                Przez kolejne tygodnie Barbara została całkowicie odcięta od świata.


Adwokat:            Muszę zobaczyć się ze swoją klientką!

Strażnik:            Nie ma takiej możliwości. W obecnej chwili areszt jest odizolowany z powodu panującej tu epidemii grypy. Przykro mi.

Adwokat:            Jestem zaszczepiony.

Strażnik:            Nikogo nie mogę wpuścić.

Adwokat:            Co ty pieprzysz, jaka epidemia?

Strażnik:            Takie mam polecenia.

Adwokat:            Ile do cholery będzie to trwało?

Strażnik:            Nie wiem, nie jestem lekarzem.

Adwokat:            Ja tu wrócę, wszyscy tego pożałujecie. Poniesiecie konsekwencje.    

                       
                                                Mijały kolejne miesiące. Sytuacja nie ulegała żadnym zmianom. Sprawa B. Zdunek stała w miejscu. Miasto ucichło. Nikt już o sprawie nie rozmawiał. Ludzie nawet nie zwrócili uwagi, że spalona kamienica, z przed prawie dwóch laty, jest powoli remontowana. Gazety już dawno przestały się tą sprawą zajmować.






Sen


B. Zdunek:            Jestem wiatrem... Płynę czepiając korony drzew... Obmiatam dachy... Kradnę wam czapki... parasole... Uciekam, odpływam w net... Czeszę łąki schnących traw... Resztkom pustych zbóż, koję nocą płacz... Jestem wiatrem... Jestem, księżyca płomieniem... Jestem... Stąpam, łąki płoną... Ginie zgnilizny świat... Wróżki moje, siostry moje – przebywajcie i ty jedyny bracie na swym koźle przybywaj... Ja, ja, ja zielarka, wzywam was. Wróżki, zielarki, bracia i siostry rwących potoków, słuchajcie. Jam jest tu, na pastewnym wzgórzu, płonę pełnią, żegnam lato, witam jesień... Zatańczmy w ogniu, zatańczmy kolejny raz. Witam, witam was...


wyciemnienie


Komisariat Policji


Adwokat:            Gdzie jest Kowal?

Policjant 5:            Na drugim końcu miasta, na wschód trzeba jechać. Kozę trzeba podkuć?

Adwokat:            Bardzo zabawne. Gdzie ten ważniak z komendy głównej?

Policjant 5:            Nie ma jeszcze.

Adwokat:            Poczekam.

Policjant 5:            Dobrze, proszę sobie usiąść, na korytarzu.

Adwokat:            Tam nie ma krzeseł.

Policjant 5:            Ojej, ukradli nam krzesełka. Będziesz pan stał.

Adwokat:            O której godzinie wielmożny pan raczy nawiedzać swe miejsce pracy?

Policjant 5:            Jak się wyśpi.

Adwokat:            Wystarczy tych wątpliwej jakości żartów. Gdzie on jest?!

J. Kowal:            Nie krzycz pan na moich podwładnych. W czym problem? Czekasz na mnie?

Adwokat:            Co się tu kurwa dzieje?

J. Kowal:            Ale spokojnie. Tu się pracuje. A konkretnie, może pan określić się o co chodzi?

Adwokat:            Nie rób za mnie głupka Kowal. W sprawie Zdunek, co wy wyprawiacie? Od wielu miesięcy nie mam kontaktu z moją klientką.

J. Kowal:            Grypa, jakiś bardzo niebezpieczny szczep.

Adwokat:            Żądam, widzenia z klientką!

J. Kowal:            Dobrze wiesz, że nie jest to w mojej mocy. Prokurator generalny...

Adwokat:            Co ty pierdolisz, prokuratura nic na ten temat nie wie. Sanepid też nic nie wie o waszej epidemii. Dzwoń, dzwoń do aresztu! Widzenie ma być zaraz! Bo jak nie...

J. Kowal:            Co? Co jak nie? Po pierwsze, puść mnie! Spokojnie młody wszystko ok. Po drugie, wyjdź bo nie mamy o czym rozmawiać. Po trzecie, mogę cię oskarżyć, o naruszenie nietykalności cielesnej i o zniesławienie. Więc, spokojnie, ogon pod siebie i żegnam.


Wyciemnienie


Areszt


                                                Adwokat usiłuje dostać się do swojej klientki.
                                   

Adwokat:            Masz mnie wpuścić.

Strażnik:            Epidemia.

Adwokat:            Dzwoń do Kowala! A ja wchodzę.

Strażnik:            Nie da rady. Żegnam.

Adwokat:            Otwieraj.

Strażnik:            Ok. Dzwonię.

Adwokat:            Chociaż jeden rozsądny.

Strażnik:            Halo. Chłopaki przyślijcie mi tu wóz z klatką, papuga rozrabia. No, dzięki.

Adwokat:            ...

Strażnik:            Zadzwoniłem. Poczekasz?

Adwokat:            Kurwa twoja mać!!! Co tu się dzieje?

Strażnik:            Już są, szybciutko, prawda?

Policjant:            Jest pan aresztowany...

Adwokat:            Za co i na jakiej podstawie?

Policjant:            Jest pan podejrzany o gwałt na pani B. Zdunek, obecnie osadzonej w naszym areszcie śledczym. Znieważenie policjanta na służbie. Zapraszam, będzie pan grzeczny czy mam skuć?

Adwokat:            ...

Policjant:            Bardzo ładnie.


                                                Podczas aresztowania niespodziewanie zjawia się inspektor Kowal.


J. Kowal:            Papugi już nie latają?

Adwokat:            Spotkamy się w sądzie!

J. Kowal:            Naturalnie, spotkamy się. Zgnijesz jak i ona. Chłopaki zawieźcie go do mnie.

Policjant:            Się robi... (może jeszcze frytki do tego)

J. Kowal:            Idziemy do Basieńki


Wyciemnienie


Areszt. Wieża wschodnia



J. Kowal:            Hej skarbie, jak się masz. Niedługo odwiedziny duchów. Stęskniłaś się?

B. Zdunek:            ...

J. Kowal:            Nie bądź taka nieśmiała, odezwij się. Widzisz, dzisiaj nawet nie krzyczę.

                                                Barbara nic nie mówi, jest przerażona, okres spędzony w celi mocno wpłyną na jej bardzo słabą psychikę. Skulona siedzi w kącie, starając ukryć się w cieniu. Jedynie momentami słychać jęki strachu.

J. Kowal:            Pamiętasz, są dwie drogi do wolności. Pamiętasz, prawda? Przysporzyłaś nam sporo roboty swoim uporem. Nie koniecznie było to mądre. Sąd ma już wystarczającą ilość dowodów aby cię skazać. Podpalenie, zabójstwo. W zasadzie może to potraktować jako morderstwo. Narkotyki i handel nimi. Już masz dożywocie. Do tego wszystkiego, doszedł jeszcze jeden zarzut – dzieciobójstwo... Nieźle sobie tu poczynasz. Ale to już koniec luzu. Widzenia masz ograniczone do zera. Bym zapomniał, twój adwokat narozrabiał, bardzo narozrabiał. Niestety, byłem zmuszony, zatrzymać pana adwokata. Wiesz, zeznał że nie dość że byliście wspólnikami, to jeszcze kochankami. Romantyczna historia nam się tu ułożyła. Obrońca posuwa swoją klientkę, w jej celi, ta rodzi jego dziecko, poczym je zabija. Chyba napiszę książkę. Będziemy sławni, a ja bogaty – „Reszelska Wiedźma”. Dobry tytuł, prawda? Tyle o mojej przyszłości. A twoja... Jak rozumiesz, jeśli rozumiesz, sprawa się przedłuży, tak, śledztwo się przedłuży. Tylko od ciebie zależy o ile. Są tylko dwie drogi, przyznaj się, albo... 


                                                Inspektor wychodzi. Przerażona Barbara tłucze pięściami w ścianę. Jest bezradna. Już nawet nie chce się jej krzyczeć.


Wyciemnienie


Wzgórze Szubieniczne


                                                Na północ od miasta, w miejscu gdzie kiedyś tracono skazanych.


Ksiądz:            Cześć młody. Co tu robisz? Ognisko będziesz, fajnie.

Młody:            Tak ognisko...

Ksiądz:            Co jest? Jak się trzymasz?

Młody:            Po co tu przylazłeś? Nie chcę z tobą rozmawiać. Nie chcę i nie będę. Wracaj do swoich owieczek, pasterzu.

Ksiądz:            Nie musimy rozmawiać.

Młody:            Idź sobie.

Ksiądz:            Daj spokój młody. Pomogę.

Młody:            Nie ma takiej potrzeby.

Ksiądz:            Pozwolisz, że pobędę tutaj jakiś czas. Jakby mnie nie było. Nie zwracaj na mnie uwagi.

Młody:            ...

Ksiądz:            ...

Ksiądz:            Dużo masz tego drewna.

Młody:            ...

Ksiądz:            Już nic nie mówię.

Młody:            ...

Ksiądz:            To miejsce ma nieciekawą i dość pogmatwaną historię. Zginęły tu setki ludzi, przeważnie niewinnych. Podobno stały tu...

Młody:            Trzy szubienice. Spalone je wraz z ostatnimi skazanymi, podobno za czary. To miejsce, to miasto jest przeklęte. Tutaj nawet twój bóg nie zagląda. Trzysta lat nieszczęść, a klątwa mówi o sześciuset. Całe pokolenia będą jeszcze cierpiały. Nie ważne za co. Twoje święcona woda nic tu nie pomoże. Jesteśmy przeklęci.

Ksiądz:            Przerażasz mnie młody.

Młody:            Jak chcesz pomóc to nie przeszkadzaj.

Ksiądz:            ...

Młody:            Złap tę belkę, musimy to skręcić i ustawić, potem podest i zostanie tylko obłożenie wszystkiego drewnem i chrustem. Do góry, jeszcze trochę, wysil się księżulku...


Wyciemnienie



Plakat


                                                W mieście rozwieszono plakaty.


Turysta:            „Drodzy mieszkańcy i nie tylko, obecni w Reszelskim Ciemnogrodzie. Z niewątpliwą przyjemnością oraz satysfakcją zapraszam na spektakl pt. „KARA OGNIA”. Będziecie świadkami wypełnienia kolejnej części klątwy, której brzemię dźwiga duch tego przeklętego przed wiekami miasta. Przedstawienie odbędzie się na północ od miasta, gdzie znajduje się Wzgórze Szubieniczne, w trzeci sabat tego roku. Zapraszam. Wstęp wolny. Otto Czart.”

Dziennikarz:            Niezła przedstawienie się szykuje.

Turysta:            Ok tylko kiedy dokładnie?

Dziennikarz:            Z dwudziestego trzeciego na dwudziestego czwartego wrześnie.

Turysta:            Dzięki. Pan miejscowy?

Dziennikarz:            Nie, jestem tu przejazdem.

Turysta:            Szkoda bo o zamek chciałem zapytać.

Dziennikarz:            Zazwyczaj to ja zadaje pytania, proszę pytać.

Turysta:            Policja?

Dziennikarz:            Dziennikarz śledczy. Emerytowany policjant.

Turysta:            Brama wschodnia, od kiedy jest tam areszt? Dla kogo pan pracuje?

Dziennikarz:            Areszt był tam przez całe wieki, teraz przeszedł modernizację i ponownie dział. Jestem wolnym strzelcem, jak coś wywęszę to różnie, TV, gazety czasem radio.

Turysta:            W takim razie powodzenia.

Dziennikarz:            Też się trzymaj.


Wyciemnienie


Wzgórze Szubieniczne


Ostatni wieczór lata właśnie mija. Księżyc w pełni. Miejscowa i okoliczna ludność mimo oschłego podejścia do wszelakich imprez masowych, zgromadziła się tego wieczoru tłumnie na wzgórzu. Cały teren rozświetlały pochodnie. Publiczność odcięta od sceny szeregami pochodni, które ją otaczały zewsząd. Sceną był podest, nad nim rosła potężna szubienica, a wszystko to stało na piekielnym stosie. Na podeście stał młody mężczyzna z pochodnią w ręku, obserwując wciąż zwiększający się tłum. Liczył? Może się modlił.


Dziennikarz:            Nie boisz się że będą rozróby?

Policjant:            Dla kogo ten wywiad?

Dziennikarz:            To już dawno nie jest wywiad.

Policjant:            Powiem nieoficjalnie. Tutaj nie stanie się nic dobrego.


                                    Nadchodzi ksiądz.


Ksiądz: Zróbcie coś. Na Boga zróbcie coś.

Policjant:            Pomódl się księżulku. Będą egzorcyzm odprawiać. Nie powinieneś być tam razem z młodym?

Ksiądz:            Człowieku zrób coś... Po co ja mu pomagałem to budować?

Policjant:            A teraz młody sam weźmie udział w spektaklu.

Młody:                         Ci, którzy mnie znają, niech wiedzą, że mnie nie znają... Ci, którzy mnie nie znają, niech wiedzą, że mnie nie poznają... Jam jest Otto... ja zdejmę klątwę... Kara ognia właśnie się rozpoczyna i kończy... Zapraszam do mojego świata!

Kobieta 2:            Co ten dzieciak ma zamiar zrobić?

Młody:            Już za chwilę otworzą się i zamkną wrota piekieł.

Policjant:            Cholera, on jest przykuty łańcuchem do belki.


                                                Policjant wyjmuje telefon. Próbuje dzwonić. 


Młody:                         Nie miejcie do siebie żalu... niech wypełni się przeznaczenie... Powołuje was, od wieków przestraszonych, z dziada pradziada nękanych, was prawie ludzi, powołuję was na świadka, jak i duchy tej osady, przed obliczem samego Szatana.

Młody rzuca pochodnie pod podest na którym stoi. Ogień momentalnie zajmuje stos i ziemię wokół niego, co skutecznie uniemożliwia dostęp. Dziennikarz odbiera w tym samym momencie telefon. Policjant rzuca swój telefon i wyjmuje broń. Pada jeden strzał. Tłum zamiera w ciszy. Słychać tylko trzaski płonącego drewna.


Dziennikarz:            Nie żyją. Matka i syn.


Jestem wiatrem... Płynę czepiając korony drzew... Obmiatam dachy... Kradnę wam czapki... myśli... Uciekam, odpływam w net... Czeszę łąki schnących traw... Resztkom pustych zbóż, koję nocą płacz... Jestem wiatrem... Jestem, księżyca płomieniem... Jestem... Stąpam, łąki płoną... Ginie świat... Ginę ja... Wróżki moje, siostry moje – przebywajcie i ty jedyny bracie na swym koźle przybywaj... Ja, ja, ja zielarka, wzywam was. Wróżki, zielarki, bracia i siostry rwących potoków, słuchajcie... Jam jest tu, na pastewnym wzgórzu, płonę pełnią, żegnam lato, witam jesień... Zatańczmy w ogniu, zatańczmy ostatni raz. Żegnam, żegnam was...